DYSKRETNIE?

Mężczyzna oczekuje od kobiety dowodów miłości. Aby spełnić te oczekiwania mężczyzny, kobiety manifestują swoją miłość na ogół w sposób jawny, a nawet publiczny. Ogromny wachlarz takich manifestacji, popularnie zwanych scenami zazdrości, obejmuje: awantury robione przez kobietę mężczyźnie w zaciszu domowym, awantury robione przez kobietę mężczyźnie w miejscach publicznych, rękoczyny, odwoływanie się do pomocy rodziców, rady zakładowej, psychologa, wyprowadzki czasowe itd. Zdarzają się jednak mężczyźni, z natury delikatni subtelni, dla których o wiele milsze od jawnych, a nawet publicznych manifestacji miłosnych kobiet są manifestacje dyskretne. Ten typ manifestacji daje kobiecie, nie mniej szeroki niż w wypadku manifestacji jawnych, wachlarz okazji i sposobów pozwalających zaspokoić oczekiwania nawet najsubtelniejszego mężczyzny. tak, widząc, że mężczyzna mimo obietnic dozgonnej miłości i oświadczeń, że inne kobiety przestały już dla niego w ogóle istnieć nadal zwraca uwagę na te inne kobiety, kochająca go dyskretnie partnerka nie ucieka się do awantur, tylko zaprzyjaźnia się z kilkoma paniami w guście kochanego mężczyzny, dzięki czemu uwalnia go od potrzeby szukania sobie czegoś na własną rękę poza domem.

Oburzenie się z byle powodu

Jeśli mężczyzna po usłyszeniu takiej uwagi nie zaprzeczy natychmiast, oburzony do głębi, stwierdzając: że na tamtej płaszcz w ogóle nie wyglądał na płaszcz, taką miała figurę;

  • że tamta zupełnie nie znała takiej reakcji jak uśmiech;
  • że tamta nie umiała powtórzyć nawet nazwy stolicy Polski;
  • że tamta nie potrafiła nawet poprawnie powtórzyć nazwy „Francja”;
  • że mówienie o temperamencie w wypadku tamtej byłoby wręcz profanacją tego słowa;
  • że gdzie on miał oczy widząc ongiś nos tamtej;
  • że porównywanie kroku tamtej z jej krokiem oznaczałoby porównywanie czołgu z motylem naraża się na to, że po nieograniczenie długim zakłóceniu jej spokoju kobieta sama mu to powie.

Mężczyzna nie pierwszy raz kochający ma prawo kokieteryjnie wyznać kobiecie na początku znajomości, że „wieczna jest tylko miłość”, po to, aby w dowolnie wybranym przez kobietę momencie zerwania znajomości przypomnieć sobie to wyznanie i powtórzyć je nowej partnerce nie pierwszej już miłości.

Kiedy mężczyzna po wspólnie spędzonej nocy oświadcza swojej aktualnej oblubienicy:

„Dziś dopiero poznałem prawdziwy smak miłości” kobieta nie pierwszy raz kochająca ma możność odpowiedzieć filuternie: „Zawsze miałam kłopoty z tym swoim temperamentem.” Kobieta nie pierwszy raz kochająca ma prawo wyznać kokieteryjnie mężczyźnie na początku znajomości, że doświadczenie nauczyło ją, iż „nic nie trwa wiecznie”, po to, aby w dowolnie wybranym przez siebie momencie zerwania przypomnieć mu to wyznanie. Jeśli jednak się zdarzy, że moment ten wybiera nie ona, lecz mężczyzna, kobieta nie pierwszy raz kochająca ma prawo oświadczyć: „Znałam już wielu, byłam już w różnych sytuacjach, ale żaden mężczyzna jeszcze się wobec mnie tak nie zachował.” Mężczyzna na tego typu wyznania nie zdobywa się nigdy. Jeśli jednak w wyniku niecnego podstępu, nagłego zaskoczenia, chwilowego zamroczenia albo kardynalnej głupoty partnera udaje się kobiecie tego typu oświadczenie od niego szczęśliwie wyciągnąć, zdobywa ona krynicę różnorodnych możliwości, które „oszołomiona” i nieustannie „zdumiona” tą zaskakującą ją wiadomością umiejętnie realizuje. I tak, szczególnie korzystne rezultaty daje kobiecie także w tym wypadku porównywanie. W nowym płaszczu wygląda ona na pewno niezgrabniej od tej (imienia lub nazwiska wymieniać kobieta nie musi, mężczyzna już sam wie, od kogo), uśmiecha się głupiej od tej, nie umie opowiadać dowcipów w odróżnieniu od tej, źle wymawia nazwisko ministra spraw zagranicznych Francji w przeciwieństwie do tej, ma zapewne mniejszy temperament od tej, ma bardziej zadarty nos od tej, ma cięższy krok od tej itd., itd.

NIE PIERWSZY RAZ?

Kobiety, które przekroczyły już pewien dowolnie wybrany przez siebie wiek, mogą bez obawy wywołania u partnera większego szoku wyznać, że kochają nie po raz pierwszy. Kobieta, która zdecyduje się na to wyznanie, zdobywa szereg przywilejów, jakie zapewniają jej przez cały czas kochania bezwzględną wyższość nad partnerem. Przywilejem szczególnie wysoko cenionym przez mężczyzn jest porównywanie. Kiedy np. mężczyzna, chcąc dać dowód najwyższej miłości, proponuje kobiecie spędzenie czternastodniowych wczasów pełno- płatnych (na jego koszt) w FWP „Szarotka” w Zakopanem, kobieta godzi się, a potem dodaje od niechcenia: „Przepadam za zmianami. Z Adamem jeździliśmy do Włoch.” (Oczywiście zarówno Adam, jak i Włochy mogą być zmyślone.) Kiedy mężczyzna z okazji rocznicy poznania ukochanej przynosi jej siedem czerwonych róż, kobieta przyjmuje prezent, po czym pyta od niechcenia: „A fioletowe róże widziałeś już kiedyś, kochanie?” Gdy zaciekawiony mężczyzna odpowiada, że nigdy, kobieta znów od niechcenia dodaje: „Stefan, przynosił mi właśnie tylko takie. Zawsze. Dwadzieścia jeden. Trzy razy siedem. Tak, wyobraź sobie, mnie kochał!”

NAJDALSZĄ RODZINĘ?

W odróżnieniu od najbliższej rodziny, którą zmuszeni jesteśmy kochać bezinteresownie, najdalsza rodzina już tego typu poświęceń nie wymaga i jeśli tylko potrafimy kontakty z najdalszą rodziną postawić na właściwym poziomie, mogą nam one przynieść nawet pewien profit. Aby go osiągnąć, zawieramy z domownikami dobrowolną umowę, polegającą na ustaleniu z góry określonych stawek za bawienie najdalszej rodziny, która uszczęśliwia nas wizytą. Stawki wypłaca bawiącemu ten domownik, z którym odwiedzająca rodzina spokrewniona jest najbliżej. W zależności od sposobu zabawiania, jakiego wymaga wizytująca nas rodzina, stawki winny ulegać zróżnicowaniu. Poniżej przykładowo prezentujemy tabelę stawek w zależności od tego, kto kogo i jak zabawia.
Młodzież do lat szesnastu otrzymuje tylko 50% zasadniczej stawki z ewentualnymi dodatkami. Oczywiście w wypadku najprostszego podziału manifestacji w wariancie „mamy dużą rodzinę” gdy dysponujemy fantazją powstają w stosunku do każdego członka najbliższej rodziny duże luzy, które wypełniamy dodatkowymi, ad hoc wymyślonymi manifestacjami.

NAJBLIŻSZĄ RODZINĘ?

Najlepiej kochamy najbliższą rodzinę stwarzając nieustannie okazję do manifestowania przez nią miłości. Najbliższa rodzina musi w każdej chwili dnia i nocy odczuwać, że jest nam potrzebna, że bez niej nawet w najdrobniejszych sprawach nie możemy się obejść, bez względu na to, czy tak jest naprawdę. Tylko możność służenia nam, ponoszenia ofiar, robienia nam wyraźnej satysfakcji przekonuje ją o naszej miłości. Jeśli rodzinę mamy małą (np. żona i jedno dziecko), wymyślanie dla niej różnego rodzaju manifestacji nie sprawia większych trudności. W tym wypadku najlepiej dokonać prostego podziału: dziecko czyści buty, podaje ranne pantofle, przynosi gazety i papierosy, wyrzuca popiół z popielniczki, skacze po napoje chłodzące, myje owoce, kłamie przez telefon, że tatusia nie ma w domu, przykrywa go kocem w czasie drzemki po obiedzie żona wykonuje resztę.
Jeśli rodzinę mamy dużą (np. żona, siostra żony, troje dzieci, teściowa), sprawa się już komplikuje. W tej sytuacji albo wymyślamy taką ilość manifestacji, aby usatysfakcjonować wszystkich domowników równocześnie, albo, jeśli nie dysponujemy zbyt bujną fantazją, ustalamy harmonogram dyżurów, obdzielając kolejno i równomiernie wszystkich członków rodziny. Dysponując bujną fantazją rozdzielamy manifestacje jak następuje: O pierwsze dziecko wykonuje pierwszą połowę czynności dziecka wymienionych w punkcie pierwszym (wariant „mamy małą rodzinę”); O drugie dziecko wykonuje drugą połowę czynności dziecka wymienionych w punkcie pierwszym (wariant „mamy małą rodzinę”); O trzecie dziecko przejmuje na siebie część manifestacji żony, jak np. chodzenie do apteki po lekarstwa, oddawanie i odbieranie bielizny tatusia z pralni, nagłe wyskakiwanie do sklepiku, bo tatusiowi się czegoś zachciało itd.; siostra żony przejmuje na siebie część obowiązków żony, przy czym, jeśli jest to część obowiązków zagwarantowana mężowi ustawowo, w imię spokoju harmonii małżeńskiej wypełnia ją wyłącznie pod nieobecność żony; O teściowa przejmuje na siebie wszystkie manifestacje, które w danym momencie uzna za stosowne; O żona wykonuje resztę.

error: Content is protected !!