Zastarzałe nerwice płciowe

W. H. Masters i V. E. Johnson piszą o własnej poradni w Bostonie, gdzie leczą ludzi dorosłych — trzydziesto- czy czterdziestoletnich nawet, u których nerwice płciowe są już zastarzałe. Leczenie jest dość trudne i daje efekty — powiedzmy sobie — średnie. Natomiast istota metody polegająca na tym, że mężczyzna może sterować czasem trwania wzwodu członka w czasie stosunku jest wiedzą bezcenną i w krajach Dalekiego Wschodu, w Chinach czy w Japonii, młodzi mężczyźni uczą się tego, zanim podejmą współżycie płciowe. W umiejętnym rytmie przerywanego podniecenia, jak na przykład w kręgach buddyjskich czy w kulturze chińskiej Tao, pojawia się przeżywanie kilkakrotnie orgazmów nie związanych z wytryskiem. , „Tradycyjna chińska sztuka kochania, która wyrosła z pnia taoizmu, miłość i seks traktuje jako zgodne z porządkiem rzeczy, nadając zresztą obu tym pojęciom jednakowy sens znaczeniowy. Tao preferuje życie we wszystkich jego przejawach, nie ogranicza ludzkich pragnień, nie ustawia sztucznych barier na drodze do pełni zadowolenia. Przeciwnie: uczy, jak cenić życie, jak lepiej żyć, jak rozumieć piękno, jak coraz pełniej doświadczać szczęścia. Nie może być szczęśliwa żadna jednostka ludzka — powiadają starzy mędrcy chińscy — kobieta czy mężczyzna, jeśli jej życie erotyczne jest ubogie, prymitywne, pozbawione głębszych przeżyć i wartości. Naturę wszechrzeczy określa harmonia między pierwiastkiem męskim — jang, a pierwiastkiem żeńskim — jin. Brak tej harmonii jest źródłem konfliktów, nieszczęść i klęsk, prowadzi do samozniszczenia. Osiągnięcie zaś takiej harmonii zapewnia spokój, ład, utrwala szczęście. Para ludzka musi pozostawać we wspólnej harmonii, jeżeli pragnie osiągnąć szczęście. Taka jest natura rzeczy.

Czasem ciężko się powstrzymać

Jeżeli mężczyzna początkowo nie potrafi ocenić, kiedy należy przerwać bodźce, może, obserwując zachodzące zmiany, doprowadzić aż do wytrysku nasienia. Zorientuje się wtedy, jakie zmiany poprzedzają bezpośrednio orgazm, co pozwoli mu wybrać odpowiedni moment do zahamowania procesu prowadzącego do orgazmu. W pierwszej fazie ćwiczeń przerywamy bodźce frykcyjne, aby nie dopuścić do orgazmu. Stopniowo mężczyzna, pilnie obserwując odczucia zbliżania się orgazmu, może się nauczyć oceny wrażeń występujących w tym okresie i blokuje orgazm odwracając na chwilę uwagę na problemy obojętne, nie przerywając wcale albo tylko zwalniając nieco bodźce dotykowe. W okresie onanizmu młodzieńczego mamy sporo czasu na wykształcenie odruchów warunkowych, które zapewniają pełną swobodę dysponowania zależnie od swej woli czasem trwania stosunku — z chwilą podjęcia normalnego współżycia. Możemy zabezpieczyć się w ten sposób na przyszłość przed sytuacjami konfliktowymi, prowadzącymi do ciężkich nerwic i kompleksów małowartościowości, w okresie wkraczania w wiek męski. Gdy ktoś zaczyna naukę jazdy na nartach od zjazdu z Kasprowego — nie powinien się dziwić, że połamie ręce czy nogi. Beztrosko jednak uważa się, że można zacząć życie seksualne, które jest znacznie trudniejszą sztuką, bez żadnego przygotowania. Techniczna strona miłości jest skomplikowana i pełna zagadek, powinna zatem być opanowana biegle, zanim się wkroczy w życie dorosłe, aby nie było przykrych niespodzianek.

Ćwiczyć orgazm

W ten sposób można wyćwiczyć się w osiąganiu orgazmu w dowolnym czasie. Mężczyzna, który nauczy się analizować swoje reakcje fizyczne, może z czasem przyzwyczaić się do hamowania narastającego podniecenia i przedłużania czasu stosunku. Wymaga to jednak dużego opanowania i zdolności samoobserwacji, szczególnie w okresie uczenia się. Najważniejszym problemem jest uchwycenie momentu, kiedy należy przerwać na chwilę bodźce lub wyłączyć się psychicznie, myśląc przez chwilę o rzeczach obojętnych. Aby sobie z tym poradzić, trzeba pilnie obserwować swoje reakcje fizyczne, co pozwala uchwycić właściwy moment do hamowania. Drażniąc członek doprowadzony do pełnego wzwodu, dalej obserwujemy uważnie objawy narastającego podniecenia: zgrubienie cewki moczowej, wyczuwalnej na spodniej stronie członka w postaci twardego wałeczka, rozchylanie się ujścia cewki, intensywne zaczerwienienie żołędzi aż do koloru wiśniowego na koniec pojawienie się w ujściu cewki kropli śluzu, sygnalizującej bliskość orgazmu. Wtedy właśnie należy na kilka chwil przerwać bodźce i odczekać, aż ujście się zamknie i objawy podniecenia zaczynają się cofać. Nie należy czekać aż do słabnięcia wzwodu, ale ponownie doprowadzić do uzyskania wszystkich wyżej opisanych objawów i znowu przerwać bodźce. Manipulacje takie można powtarzać kilkakrotnie, co przedłuża okres pełnego wzwodu dowolnie — do piętnastu i trzydziestu minut.

A tego można się nauczyć!

Ćwiczenia podane u W. H. Mastersa i V. E. Johnson *, przytoczone także u mnie w pierwszym tomie Sztuki kochania, dotyczą dwojga partnerów, ponieważ chodzi tu o trudności w małżeństwach z dłuższym stażem. Tu natomiast w dalszych rozważaniach spróbuję przystosować tę metodę dla młodego mężczyzny, który jeszcze nie rozpoczął współżycia z kobietą. Ćwiczenia zmierzają do tego, aby przedłużać dowolnie czas wzwodu i okres dojścia do orgazmu w okresie uprawiania onanizmu. Techniki onanistyczne powszechnie przyjęte, które opisywałam na wstępie tych rozważań, wydłużają czas przeżyć wyobrażeniowo- -psychicznych na niekorzyść czasu trwania bodźców mechanicznych. Potraktowanie okresu uprawiania onanizmu jako okazji do nauczenia się dowolnej regulacji czasu trwania wzwodu pozwala osiągnąć samodzielność w tym względzie jeszcze przed rozpoczęciem współżycia, jak również zapobiec ewentualnym szkodom, które przynosi onanizm nie kontrolowany. Aby nauczyć się dowolnie przedłużać czas stosunku, mężczyzna musi w fazie plateau, bezpośrednio poprzedzającej orgazm, wyłączyć się psychicznie lub zwolnić bodźce (chwila bezruchu) na okres, w którym nastąpi lekkie obniżenie się poziomu napięcia seksualnego. Przez zahamowanie narastającego podniecenia w okresie poprzedzającym orgazm mężczyzna zyskuje mniej więcej taki sam albo nieco dłuższy czas niż ten, który upłynął od początku wzwodu do momentu zahamowania. Jeżeli powtarzamy proces hamowania kilkakrotnie w czasie praktyk onanistycznych, to początkowy czas trwania wzwodu: dwie— trzy minuty zostaje podwojony, potrojony itd.

Współczesne dziewczęta

Wykształcone na literaturze seksuologicznej, przyswojonej nadzwyczaj powierzchownie, pod kątem: co ja z tego mam? — zamiast: co nam to daje? twardo stawiają wymagania. Stawianie wymagań w dziedzinie seksu jest rzeczą straszną, ponieważ gdy mężczyzna nie może im sprostać, wpada w głęboką depresję. Większe nieszczęście nie może go już spotkać. Wobec powyższego pędzi do seksuologa. Zaczynają się wędrówki od lekarza do lekarza, używanie takich leków, innych leków, może lupulina, a może środki uspokajające. I zaczyna się droga przez mękę w poszukiwaniu złotego środka, który by wyleczył impotencję w sytuacji, która jest wynikiem nadmiernej potencji możliwości seksualnych. Ostatnimi laty w literaturze światowej, na przykład u Mastersa Johnson, spotyka się opisy metod przedłużania zbyt krótkiego czasu trwania stosunku. Można by oczywiście dyskutować sens ,,zbyt krótkiego czasu” — czy zbyt krótko to jest dwie minuty, czy trzydzieści minut. Prawidłowy czas trwania stosunku nie może dotyczyć jednego z partnerów, czyli tylko mężczyzny — ponieważ jest wykładnikiem zadowolenia seksualnego obojga partnerów i w tym aspekcie zarówno dwie, jak i trzydzieści minut może być całkowicie zadowalającym okresem. Istota rzeczy polega na umiejętności zgrania reakcji dwojga ludzi, a ponieważ różne kobiety rozmaitą mają pobudliwość, więc od mężczyzny powinno zależeć wydłużanie bądź skracanie tego okresu.

Krótkie stosunki

W chwili obecnej okazuje się, zresztą nie tylko u nas, ale i na Zachodzie, że stosunki u mężczyzn trwają zbyt krótko, wytrysk następuje zbyt wcześnie, i z tego typu dolegliwościami najczęściej spotykamy się teraz w poradniach seksuologicznych. Technika onanizmu jest niewątpliwie jednym z bardzo ważnych elementów, leżących u podstaw tych zaburzeń, ale nie jedynym. Trzeba także brać pod uwagę współczesny tryb życia. Dzisiejszy młody człowiek jest dziesięciokrotnie bardziej albo nawet więcej znerwicowany niż dawniejszy jego równolatek, a stale rosnący nadmiar bodźców, atakujących nasz układ nerwowy, w dzieciństwie i okresie młodzieńczym, odbija się również w sposób negatywny na życiu seksualnym. Trzeba jednak przyznać, że oprócz wszystkich innych przyczyn, które mogą powodować skracanie czasu stosunku, oprócz różnego rodzaju nerwic na tym tle, związanych z pracą, nauką, środowiskiem itp. w miarę uprawiania onanizmu, kształtujemy w sobie nowy odruch warunkowy, powodujący skracanie czasu stosunku od momentu wprowadzenia członka do pochwy do orgazmu. Z kolei powstają nowe stresy, stosunek trwa zbyt krótko — to znaczy, że jestem impotentem
nie liczę się jako mężczyzna.

Jakie są późniejsze skutki takich doświadczeń

Kiedy dochodzi wreszcie do spotkania z dziewczyną i miłości we dwoje? Otóż, na skutek nawyków utrwalonych przez wiele lat skraca się znacznie czas reakcji fizycznych, w związku z czym młody mężczyzna, rozpoczynający współżycie z kobietą, wpada w panikę. Przeważnie jest oczytany i jako tako wykształcony seksualnie, a więc wie o tym, że kobietę trzeba przygotować, pobudzić, podniecić pieszczotami, a następnie stosunek musi trwać jakiś czas, ponieważ kobieta, szczególnie młoda i niedoświadczona, wolniej reaguje od mężczyzny. A tu przykra niespodzianka — wytrysk następuje po wprowadzeniu członka, po paru sekundach, a dobrze, jak stosunek trwa minutę. I zaczął się w poradnictwie seksuologicznym gwałtowny napływ mężczyzn, którzy przychodzą, stwierdzając, że są impotentami. Wytrysk następuje wcześnie, stosunek trwa zbyt krótko albo właściwie prawie wcale nie trwa. Takie skrócenie do minimum czasu trwania kontaktu nie zadowala partnerki. Czarna rozpacz! Widocznie są impotentami i tu przy próbach wyjaśnienia sobie przyczyn takich zaburzeń pojawia się głęboko ukryte podejrzenie, że może to z powodu onanizmu? Przypuszczenie okazuje się słuszne, patrząc z punktu widzenia lekarskiego. Ale nie tak, jak pacjent sądzi, bo nie onanizm sensu stricto mu zaszkodził, ale utrwalenie nieprawidłowych odruchów. Zaszkodziło to, że zbyt ważna była strona psychiczna, ze szkodą dla odczuć fizycznych. Jak wspomniałam uprzednio, manipulacje fizyczne były momentem wstydliwym, które się odsuwało na drugi plan, skracając je do koniecznego minimum.

Ubarwić i wzbogacić

Jeżeli godzą się z tym, że jest to wstęp do przyszłego życia erotycznego, to usiłują tę sprawę jakoś ubarwić i wzbogacić. Szukają literatury seksualnej czy erotycznych obrazków, pięknych zdjęć nagich kobiet oraz innych rzeczy pobudzających wyobraźnię. Fantazjują, wymyślają sobie romantyczne sytuacje z piękną kobietą itp. Jednym słowem, obudowują przeżycia fizyczne w estetyczne ramy, aby nie przeżywać miłości „samemu ze sobą”. Stopniowo, w miarę rozwoju inteligencji, obudowa estetyczna tego przeżycia coraz bardziej się rozrasta, odgrywa coraz większą rolę i, dominując, stopniowo odsuwa na drugi plan odczucia fizyczne. W ten sposób bodźce fizyczne stają się dodatkiem do przeżycia erotycznego, stwarzanego przez bogatą wyobraźnię. Jakie są tego skutki? Z upływem czasu w strukturze narastania podniecenia seksualnego okres pobudzenia i plateau — faza poprzedzająca orgazm — przypada na wyobraźnię i na przeżycia psychiczne. Natomiast stopniowo i świadomie ogranicza się do minimum czas manipulacji fizycznych, który przy dużym podnieceniu, wynikającym z wyobraźni i innych podniet erotycznych skraca się bardzo znacznie, szybko prowadząc do orgazmu. Co jest efektem takiego przesunięcia równowagi? To, że proporcja przeżyć uczuciowych, psychicznych i estetycznych w stosunku do bodźców fizycznych zaczyna coraz bardziej przechylać się na stronę psychiki i wyobraźni.

Koniec onanistycznych strachów

Na plus możemy sobie — my, seksuolodzy — zapisać, że młodzież obecnie traktuje już onanizm jako mniej czy bardziej wygodny efekt pewnych konieczności fizjologicznych, który nie wpływa negatywnie na ich przyszłe życie. I to jest dorobek propagandy publicystycznej i książkowej występującej przeciw straszeniu onanizmem. Niestety są również koszty, które się ujawniają w seksuologicznych gabinetach lekarskich po dwudziestu latach rozwoju oświaty seksualnej. Z chwilą, gdy młodzież męska, przekonana wreszcie, że onanizm nie jest chorobą ani niczym szkodliwym, przestała go unikać i od okresu dojrzewania w trzynastym—czternastym roku życia aż do rozpoczęcia kontaktów seksualnych z kobietą (statystycznie siedemnasty—osiemnasty rok życia) — uprawia onanizm z mniejszą lub większą częstotliwością. Daje to średnio pięć—sześć lat. Potem chłopiec znajduje sobie dziewczynę i zaczyna się nowy etap życia. Człowiekowi prymitywnemu wystarczają w przeżyciach seksualnych bodźce przede wszystkim fizyczne, tzn. czynności manualne, które powodują bezpośrednio przyjemność erotyczną, a sprawy psychiczne mają mniejsze znaczenie. Chłopcy inteligentni, o pewnych potrzebach kulturalnych, czują się w jakiś sposób upokorzeni czysto fizycznymi manipulacjami.

Często lub rzadko

Częściej uprawia onanizm ten, kto ma wysokie napięcie seksualne, natomiast człowiek o małych potrzebach w tej dziedzinie nie uprawia go wcale albo raz na jakiś czas i z łatwością może z niego zrezygnować. Łatwo bowiem rezygnować z zaspokojenia potrzeb seksualnych takiemu, u którego są one niewielkie; natomiast człowiek o bardzo dużym temperamencie może mieć z tym trudności. Imperatyw seksualny, szczególnie u młodych mężczyzn, jest niesłychanie silny i zmusza do zaspokojenia go w jakiejś formie. Pacjent był zdumiony i stwierdził, że nie wszyscy jeszcze wiedzą, że jest to sprawa zupełnie nieszkodliwa, podobnie jak mimowolne polucje nocne. Zapytałam, czy próbował przestać?… Owszem, próbował, ale miał wtedy sny erotyczne każdej nocy. Nie tędy, to owędy dochodzi do rozładowania przy nadmiarze napięcia seksualnego. Trzeba przyznać, że w miarę rozmowy pacjent się zmieniał. Przestał dramatyzować sytuację, doszedł do wniosku, że właściwie to jest raczej atletą seksualnym i bardzo był z tego zadowolony. Tak, tak… przypomina mi się tu zdanie Saint Exupery’ego; — „Owoc, który gardzi którymkolwiek etapem wzrostu, nigdy nie dojrzeje” — chyba że trafi w porę do seksuologa!! Ale w czasie Exupery’ego nie było jeszcze — jak mi się wydaje — seksuologów.

error: Content is protected !!