Możliwości proporcjonalne

Towarzystwo Świadomego Macierzyństwa wysuwało niejednokrotnie propozycje, aby narzeczeni, jeszcze przed zawarciem związku małżeńskiego, robili podstawowe badania określające ich możliwości prokreacyjne. Dla wstępnej oceny wystarczyłoby przecież zwykłe badanie ginekologiczne; ocena cytohormonalna lub pomiary ciepłoty porannej, stwierdzające, czy istnieją owulacje, oraz badania nasienia u mężczyzny. Pomysł był znakomity, ponieważ pozwalał uniknąć wielu późniejszych przykrych niespodzianek, ale ,,moce przerobowe” naszej służby zdrowia nie wytrzymałyby takiego przeciążenia badaniami. Tak twierdzono, chociaż wcale nie jestem tego pewna. Jednym słowem, koncept upadł i tylko niektóre, bardziej przedsiębiorcze pary, próbują zrobić badania przed ślubem, na własną prośbę. Nie leży w moich zamiarach zajmowanie się w ramach tej książki szczegółowo problemami leczenia niepłodności, ale chciałabym napisać o niektórych jej przyczynach, które dość łatwo dadzą się usunąć bez konieczności uciekania się do pomocy lekarskiej albo zanim się zdecydujemy na wizytę u lekarza. Jak pisałam, sprawy bezpłodności obojga partnerów wpływają w sposób niejednokrotnie zasadniczy na ich życie seksualne. Kobieta lecząc się bezskutecznie od wielu lat z powodu niepłodności zaczyna stopniowo zniechęcać się do współżycia seksualnego. Dochodzi do wniosku, że są to jakieś bezsensowne poczynania, nie dające żadnych efektów, określając lapidarnie „robota głupiego”. Zaczyna szukać pretekstów i uciekać od współżycia, które wydaje się jej tak — bezpłodne! Razem z sensem płodności rozpada się również istotny sens życia seksualnego, a na dnie tej sprawy leży głęboko ukryty żal do  siebie, że nie potrafimy sprowadzić na świat dziecka. Wielokrotnie spotykałam się z głęboką oziębłością, która powstała u kobiet na skutek niepłodności — większość z nich w pierwszych latach swego małżeństwa przeżywała sprawy seksualne zupełnie prawidłowo.

error: Content is protected !!